czwartek, 21 września 2017

Kruche ciasto ze śliwkami






No, i naszło mnie na śliwki na całego (choć strasznie w tym roku drogie). Podaje więc przepis na genialne kruche ciasto ze śliwkami, na które czekam cały rok (tak jak na rabarbarowe w maju). Przepis dostałam kiedyś od Zosi, przyjaciółki mojego taty, która zajęć kuchennych za bardzo nie lubi, ale ma nosa do przepisów – znalazła go w jakiejś zapomnianej książce z lat 70. ubiegłego wieku. Upieczcie, nie pożałujecie!


Kruche ciasto ze śliwkami

Ciasto:
2,5 szkl. Mąki
Kostka masła (200 g)
2 jajka
10 dkg cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli
Zalewa:
2 jajka
Łyżka płaska mąki
10 dkg cukru
Szklanka śmietany (zwykłej 18% z kubeczka, nie żadnej śmietanki z kartonika)
Oraz
1 kg śliwek
2 łyżki cukru
Cukier waniliowy

Wykonanie:
Z podanych składników na ciasto zagnieść szybki kulę i wstawić ją na pół godziny do lodówki.


Międzyczasie wypestkować delikatnie śliwki.
Nastawić piekarnik na 200 stopni Celsjusza na termoobieg.
Dużą blachę wylepić ciastem robiąc wokół centymetrowy brzeżek.


Nie trzeba nakłuwać go widelcem ani podpiekać (to jeszcze jedna zaleta tego ciasta). Poukładać grubo śliwki, rozciętymi stronami do góry. Posypać dwoma łyżkami cukru i cukrem waniliowym.




Piec to około 10 minut, aż brzegi się zaczną rumienić.
Potem zalać ciasto dokładnie rozmąconą zalewą i piec jeszcze 35 minut, aż wszystko się zrumieni. 


10 minut przed końcem można wyłączyć termo obieg. Gotowe!


poniedziałek, 18 września 2017

Śliwki w occie babci Weroniki






Śliwki w occie troczę odeszły do lamusa, a pamiętam z dzieciństwa, że bez nich nie mogła odbyć się żadna rodzinna impreza. Moja babcia podawała je i do ciepłej pieczeni i do wędlin. Stały zawsze na półce w spiżarni, w wielkim, malowniczo wyglądającym słoju. Były też obowiązkowe, jako jeden ze składników „zagryzki” do wódki. Też zawsze podaję gościom śliwki w occie, i wierzcie, znikają natychmiast, lepiej niż niejedna nowinka z wielkiego świata. 

Śliwki w occie

Składniki:
2 kg węgierek
Goździki, cynamon, imbir, gorczyca, ziele angielskie, pieprz ziarnisty
Zalewa:
Pół litra wody
50 dkg cukru
Pół łyżeczki soli
0,15 l octu 10% (dziwnie brzmi to: 0,15, ale tak podała mi kiedyś babcia)


Wykonanie:
Śliwki powinny być ciemne, ale jędrne i świeże. Dobrze je umyć, wyjąć bardzo delikatnie pestki (przyda się ostro zakończony nożyk). 



Do czystych słoików wsypać przyprawy (zróbcie to według uznania, delikatnie, bo można przesadzić, ja daję na jeden słoiczek: 3 goździki, centymetrowy kawałek kory cynamonu, centymetr świeżego, obranego imbiru, pół łyżeczki gorczycy, 3 ziela angielskie i 5 ziaren pieprzu). Ułożyć delikatnie śliwki i zalać gorącą (wcześniej zagotowaną) zalewą. Potem pasteryzować około 25 min (od zagotowania wody).
Smacznego!


niedziela, 20 sierpnia 2017

Kaari Rosenthal, reklama Burda 1981





Szukając czegoś na przepastnym strychu cioci Krzysi (a konkretnie zeszłorocznych orzechów na placek) natknęłam się na ogromny stos starych, niemieckich pism z lat 70. I 80. zeszłego wieku. Większość z nich to elegancka Constanza (nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle się ukazywało) ale znalazłam też numery znanej nam do dziś Burdy.  Pierwszy do rąk wzięłam numer z marca 1981 roku i od razu natrafiłam na reklamę mojego ukochanego Rosenthala. Oczywiście Burda w Polsce ukazywała się jeszcze do lat 90. XX wieku po niemiecku, jedynie czarno-biały dodatek z opisami wykonania znajdujących się w środku numeru modeli wydawany był po polsku. 


Postanowiłam więc przetłumaczyć niemiecki tekst reklamy, bo jak mi się zdawało jest to reklama nowo wypuszczonego na rynek serwisu, a ilość tekstu obiecywała że są tam jakieś konkretne informacje (a jestem a na nie bardzo łasa). Wysłałam więc tekst do znajomej germanistki Edyty Sowy (pozdrawiam ją serdecznie dziękuję po raz kolejny za przysługę) i oto co mi przetłumaczyła:
„Rosenthal. Życie ze sztuką.
Fin Sarpaneva widzi sztukę i estetykę jako oczywiste składniki życia codziennego. Cel jego pracy: stworzenie takich przedmiotów codziennego użytku, które w równej mierze sprostają artystycznym i praktycznym kryteriom. Timo Sarpaneva jest jednym z ponad 100 znanych artystów i projektantów, jak Henry Moore czy Victor Vasarely, którzy współpracują z Rosenthalem. 
Praca, której rezultaty Rosenthal spostrzega jako wkład do sztuki życia. Jako oferta dla ludzi, którzy świadomie kształtują swoje najbliższe otoczenie. Ludzi, dla których do życia dla sztuki należy także „życie ze sztuką”.
Rosenthalowski wzór „Kaari” jest typową pracą Sarpaneva: miękka, czysta forma, która odwołuje się do zmysłu dotyku. 
Cecha szczególna: uchwyty wyrastają naturalnie do góry i obejmują czerpy naczyń ukształtowane w formę misy (łupiny). Łuk uchwytu dał też nazwę temu wzorowi: łuk po fińsku to „kaari”.
Wszystkie projekty z pracowni Rosenthal Studio-Linie są sprawdzane przez niezależne jury. Tylko to co to jury, złożone z ekspertów sztuki i wzornictwa, większością głosów uzna za dobre, zostanie wdrożone do produkcji. 
Kolekcję Rosenthal Studio-Linie znajdziesz na ekskluzywnych stoiskach profesjonalnych dystrybutorów Rosenthal Studio i w firmowych sklepach Rosenthala”.

Piękna i mądra reklama, daleka od dzisiejszego stylu: „musisz to mieć, bo ma to sąsiadka”. W ogóle przeglądając cały numer tej Burdy miałam wrażenie, że kilkadziesiąt lat temu (wcale nie tak dawno) pisma kobiece miały w sobie więcej klasy. Są tu zdjęcia mody, wykroje, porady jak udekorować dom, i jak gotować. Są oczywiście też i reklamy, ale jakoś mniej nachalne i stonowane. Mają w sobie jakiś pomysł, dowcip.









Jak widać na zdjęciach które znalazłam w Internecie Kaari był produkowany w wielu dekoracjach i kolorach. Mnie jednak najbardziej podoba się ten z mojej reklamy, czysty, biały z delikatnymi paskami kobaltu.






Mam nadzieję, że znajdę czas na przeglądnięcie tego całego stosu tych fascynujących starych pism i wybiorę dla was jakieś inne ciekawostki.

piątek, 4 sierpnia 2017

Pijalnia czekolady, M. Pelczar. Korczyna




Jeśli będziecie w te wakacje zwiedzać piękne miasto Krosno, zamek kamieniec w Odrzykoniu lub Rezerwat Prządki koniecznie zajedźcie na rynek w miasteczku Korczyna i wstąpcie do Pijalni Czekolady. To niewielkie miasteczko położone kilka zaledwie kilometrów od Krosna słynęło w czasach PRL z fabryki przetworów owocowo-warzywnych, a dziś staje się regionalną stolicą czekolady. 




Oprócz wspaniałej czekolady pitnej, można zjeść lody i kupić kilka czekoladowych wyrobów, oczywiście wyrabianych na miejscu. Do kupienia  na przykład czekolada z płatkami prawdziwego złota oraz czekoladowe narzędzia (świetny, słodki prezent dla każdego mężczyzny). Wspaniałe miejsce, nie tylko dla małych wielbicieli czekolady. 





Pijalnia urządzona jest tak, że niemal na naszych oczach dokonują się procesy przemiału kakaowego ziarna, mieszanie składników, konszownie i wszystko to co stwarza, że czekolada jest pyszna, lśniąca i nie można się jej oprzeć.






wtorek, 11 lipca 2017

Podkarpacka Historia numer wkakcyjny 2017



Zapraszam do lektury wakacyjnego numeru "Podkarpackiej Historii" i moich najnowszych artykułów. Rym razem "Psy na salonach" i "Prawdziwe konfitury".





środa, 14 czerwca 2017

Alt Fürstenberg z dekoracją Rose






Od kilu lat kompletuje, po sztuce, serwis Alt Fürstenberg z dekoracją Rose. Kupuję go spokojnie, „bez ciśnienia”, że musze mieć od razu wszystko. Pojedyncze elementy znajduję przeważnie na giełdach staroci. Do tej pory zebrałam dwie filiżanki do kawy, mlecznik, cukiernicę, wazon, talerzyk deserowy i świecznik. To już całkiem zgrabny zestaw tet-a-tet (dla dwojga). Zaznaczam, że świecznik nie pochodzi z serwisu Alt Fürstenberg, ale też wyprodukowany został w fabryce Fürstenberg i ma dekorację Rose.


Serwis Alt Fürstenberg produkowany jest od 1750 roku, został zaprojektowany w panującym wówczas stylu rokoko. Jego forma nawiązuje w oczywisty sposób do wyrobów Miśnieńskich (szczególnie dekoracja cukiernicy) – pamiętajmy, że nie było wówczas czegoś takiego jak zastrzeżenie znaku towarowego, manufaktury porcelany kopiowały się bezlitośnie, podstępnie wykradały sobie technologie a najważniejszy był gust i zadowolenie kupujących. 
Dekoracja Rose również naśladuje słynną dekorację miśnieńską zwaną Meissen Roses (Miśnieńskie Róże). Motyw różowej róży, o wielu płatkach, zwanej stulistną, po raz pierwszy pojawił się na porcelanie w okresie Biedermeieru (1815-1848) i był typowy dla tego stylu. Róże takie zdobiły biżuterię, tkaniny, hafty i wiele przedmiotów codziennego użytku.



Elementy serwisu dekorowane są za pomocą nadruku z kalki (róże), jedynie uchwyty cukiernic i dzbanków malowane są ręcznie. Kalka nie razi jednak przy czystej bieli masy, idealnych proporcjach i perfekcji wykonania każdego elementu. Złocenia nakładane są ręcznie.




Jeszcze słów kilka o fabryce Fürstenberg. Uruchomił ją w 1747 w miejscowości Fürstenberg nad rzeką Wezerą książę Karol I Brunszwicki. Początki były skromne – naczynia biskwitowe (z nieszkliwionej porcelany), na których książę kazał wypalać niebieską literą F. Co tu dużo mówić, marzenie księcia o fabryce porcelany było piękne, nie zadbał on jednak o fachowców, więc wyroby były pośledniej jakości. Dopiero w roku 1753 sprowadzony z Höchst dyrektor tamtejszej manufaktury Johann Benckgraff, wraz z malarzem J. Zeschingiem i modelarzem J.S. Feilnerem uruchomili w krótkim czasie prawdziwą, profesjonalną produkcję. Niestety zaraz potem wybuchła wojna siedmioletnia, która zahamowała rozwój wytwórni. Dlatego najlepszy okres fabryki w Fürstenbergu przypadł na lata 1770-1790. Wzorów naczyń i dekoracji dostarczał duży zbiór miedziorytów z biblioteki księcia. Podpatrywano również wzory innych wytwórni. Szalenie popularne stały się produkowane tu porcelanowe wazy i półmiski. Wytwarzano też serwisy, głównie na potrzeby dworu.
Za czasów Napoleona, gdy Dolna Saksonia znalazła się w granicach francuskiego imperium, manufaktura awansowała na cesarską. To wtedy zaczęto produkować filiżanki do gorącej czekolady i znany do dziś serwis Melos w stylu empire – uszka filiżanek nie były przyklejane, ale wyciągane z porcelanowej masy za pomocą specjalnych szczypców. 

Serwis Melos w stylu empire (cesarstwa)

Fabryka bez większych strat przeszła kolejne historyczne zawieruchy. Od roku 1888 jest spółką akcyjną. Na początku XX wieku porcelaną Fürstenberg zainteresował się słynny Tiffany – sprowadzał ją do swoich sklepów w Ameryce. Potem dla Fürstenberga zaczął projektować znany niemiecki projektant Bauhausu Wilhelm Wagenfeld. W 1934 roku zaproponował serwis Form 639, „krok milowy w historii porcelanowego wzornictwa”, jak rozpisywały się ówczesne gazety. Opinia publiczna była zdziwiona, że piękne może znaczyć krystalicznie białe, bez najmniejszego nawet ornamentu. Maksymalnie uproszczone kształty najpierw zaskoczyły minimalizmem, potem zaczęto stawiać je za wzór. 

Form 639
Fürstenberg poszedł za ciosem i nawet dziś od czasu do czasu prosi o pomoc znanych projektantów. Na przykład Włoch Carlo Dal Bianco przygotował kolekcję z motywem koptyjskiego krzyża. Rewolucją stały się też projekty braci Sieger, np. kubki do picia szampana (Sip of Gold) albo turkusowy serwis Emperor’s Garden czy talerze w popartowych kolorach. Mimo tych ekstrawaganckich propozycji dziś najlepiej sprzedaje się klasyczny serwis Fürstin Goldring - kremowy ze złotym szlaczkiem (wzór z roku 1953, kolekcjonuje go z zamiłowaniem moja siostra, jest równie piękny jak mój). Ale znajdziemy też w ofercie też kubki do café latte, wazony, zegary kominkowe a nawet spinki do mankietów. Co roku do produkcji wchodzą nowe wzory i przedmioty.

Serwis Furstin Goldring
Obok fabryki znajduje się Muzeum Porcelany. Zobaczyć tu można m.in. największy wazon, jaki kiedykolwiek powstał oraz konia stającego dęba – symbol Saksonii.  Wystawa w muzeum podzielona jest na epoki. Manufaktura z każdej produkuje do dziś po jednym wzorze. Z okresu rokoka jest to właśnie mój Alt Fürsteberg, choć wszytko co „uzbierałam” powstało już w XX wieku. Szkoda.