Pisałam Wam ostatnio o nowej szafie. Kiedy ją kupowałam
sprzedawca dał mi w prezencie talerz do ciasta. To miał być taki bonus i
podziękowanie za udaną transakcję.
Od razu wiedziałam, że ten bonus, nie jest całkiem byle jaki,
bo rozpoznałam ręczną dekorację (w typie deutsche
blumen – niemieckie kwiaty) i markę firmy: Wiedeń. Co prawda nie jest to
stary, słynny Wiedeń, ale wyrób XX-wieczny, wyprodukowany w latach 20. albo 30.
XX wieku.
To jednak pretekst to opowiedzenia Wam o tej wspaniałej i niedocenionej
wśród polskich miłośników porcelany wytwórni.
Manufaktura porcelany w Wiedniu powstała, jako druga w
Europie, zaraz po Miśni, w 1718 roku.
Pierwszy okres trwał w latach 1718-1744 i nazywany jest od
nazwiska założyciela i dyrektora – okresem Du Paquiera. Jakość wyrobów doskonaliła
się z roku na rok, ale nadal nie dorównywała wyrobom miśnieńskim – ścianki były
grube i nieprzeświecające, a masa naczyń była dużo większa niż egzemplarze
saskie. Manufaktura przeżywała ciągłe kłopoty finansowe, dlatego w roku 1744 Du
Paquer postanowił sprzedać fabrykę państwu.
Rozpoczął się drugi okres fabryki trwający w latach
1744-1784. Ważne wydarzenie z tego okresu to odkrycie złóż znakomitej glinki na
Węgrzech (uwolniło to od uzależniana od dostaw w Niemiec, ale tez poprawiło
znacznie jakość masy porcelanowej) oraz zatrudnienie artysty Johanna Josefa
Niedermayera, który stworzył dział rzeźby figuralnej. Słynnym dziełem
manufaktury z tego kresu była grupa figurek przedstawiająca zaręczyny
arcyksiężniczki Marii Krystyny z księciem Albertem w obecności cesarzowej Marii
Teresy. W 1777 roku fabryka otworzyła dwa sklepy na terenie Polski: we Lwowie i
w Berdyczowie. Powstały też, z myślą o polskich klientach, figurki nazywane
„polską rodziną” – nie dorównywały on jednak przedstawieniom typów polskich
wykonanych przez Miśnię.

Trzeci okres rozpoczyna się 1784 roku (kończy w 1805) od
objęcie kierownictwa przez barona Konrada Sorgenthla – na to stanowisko
powołuje go cesarz Józef II, licząc że sprawi on, że manufaktura zacznie w
końcu przynosić dochody. I nie pomylił się. Okres ten był bowiem szczytowy w
całej historii fabryki. Postawiono na dekorację malarską, i zwiększono
zatrudnienie – pracowało 500 osób w tym ponad stu samych dekoratorów. Do
najwybitniejszych należeli Josef Leithner i Georg Perl. Motywy czerpano głównie
z nowoodkrytych fresków Pompei i Herkulanum – jak wiadomo, to motywy typowe dla
panującego wówczas w Europie okresu empire. Śmierć Sorgenthala w 1805 roku
kończy ten najwspanialszy okres manufaktury.
Czwarty, ostatni okres, trwał od 1805 do 1869 - do roku zamknięcia fabryki. Był to okres
schyłkowy, w którym stopniowo jakość wyrobów spadała, a fabryka znowu stawała
się deficytowa. W roku 1862 parlament austriacki podjął uchwałę o likwidacji
manufaktury, ze względu na przynoszące przez nią straty. Wniosek ten przyjął w
roku 1866 cesarz Franciszek Józef I, a całość likwidacji zakończono w 1869.
Manufaktura umieszczała przy zwyczajowej sygnaturze również
datę produkcji: w okresie od roku 1790 d0 1800 były to dwie ostatnie cyfry
określające rok (np. 95 oznacza 1795), a po 1800 roku trzy cyfry (na przykład
803 oznacza 1803). Na talerzach, które mam w swojej kolekcji widnieje wycisk z
rokiem 1816 – czyli numer 816.
Za każdym
razem, kiedy patrzę na te talerze (mam dwa) trudno mi uwierzyć, że te kruche przedmioty mają już
ponad 200 lat. Podszkliwny, malowany kobaltem ornament, z zawiązanych w kokardy
wstążek jest bardzo typowy dla wyrobów z tego okresu.
To szybkie zakończenie produkcji w II poł. XIX wieku
sprawiło, że wyroby wiedeńskie stały się chętnie poszukiwanymi przez
kolekcjonerów, a malowana podszkliwnie kobaltem sygnatura – przekreślony ul,
lub jak określają to niektórzy, tarcza herbowa Austrii są synonimem luksusu i
unikatowości.
Wyroby wiedeńskie były po zamknięciu fabryki wciąż kopiowane
i powielane przez różne, mniejsze wytwórnie. Aby odnowić, usystematyzować i kontynuować
dawną produkcję Wiednia w roku 1922 reaktywowano fabrykę, którą nazwano
Augarten, od miejsca w którym funkcjonuje (budynki gospodarcze zamku Augarten).
Fabryka wykonuje kopie starych figurek i serwisów, ale też produkuje nowoczesne
naczynia, według nowych projektów. Wyroby dekorowane są ręcznie (jak widać na
moim darowanym talerzu), co sprawia, że nadal są towarem luksusowym i
unikatowym. Każdy produkt Augarten jest sygnowany logiem manufaktury –
kobaltowy stempel, ręcznie podpisany jest malarz - jego numer, numer wzoru oraz
formy.

Na koniec coś do poczytania: fragment wspomnień Zofii
Strowieyskiej-Morstinowej, która pisze o serwisie „Stary Wiedeń”, będącym a
przełomie XIX i XX wieku wyposażeniem dworu w Bratkówce. Z resztą „Stary Wiedeń”
jest jednym z najważniejszych serwisów eksponowanych w Muzeum-Zamku w Łańcucie.
Tam dekoracja serwisu nazywa się „liście tataraku”, a powstał on powstał w 1806
roku, a więc w szczytowej formie manufaktury.


A to ze względu na
koszta, te nieszczęsne koszta, które wiecznie stawały w poprzek projektów pani
Emilii [Amelia hr. Łubieńska-Starowieyska – w tekście zmienione są imiona,
nazwiska i nazwy miejscowości - matka
autorki], i wszelkich Baszowskich [Bratkowskich] poczynań. I nawet zniesienie
wielkiego serwisu „Stary Wiedeń” nie mogło się odbyć za darmo: trzeba było dwie
szafki przerobić na serwantki, czyli drzwi zastąpić szybami. Gdy to – zdaje się
równocześnie z przeprowadzeniem jadalni – zostało dokonane, pani Emilia
ustawiła w jednej cały piękny serwis: stosy talerzy, wdzięczne wazy o
wysmukłych kształtach, misterne koszyczki i koronkowe talerze – wszystko bardzo
chytrze poobtłukiwanymi uszami i brzegami do ściany, tak że serwantka wyglądała
ślicznie. W drugiej ustawiono ciemnoniebieski, suto złocony i ręcznie malowany
serwis do kawy – zdaje się „Berlin”. Gdy tak obie serwantki, napełnione piękna
porcelaną, stanęły w dwóch rogach nowego jadalnego, pani Emilia przeżyła piękny
dzień. Znów dzięki jej staraniom i pomysłowości Baszówka podniosła się w
randze.