sobota, 7 maja 2016

Adam Piasecki - Król Czekolady



„Król czekolady”

Niewielka przedwojenna puszeczka po cukierkach firmy Piasecki, którą niedawno dostałam, zainspirowała mnie do przypomnienia postaci Adama Antoniego Piaseckiego, przedwojennego „Króla czekolady” - człowieka interesu, filantropa i twórcy słynnego batonika „Danusia”.





Adam Antoni Piasecki (1873-1945) urodził się w Bieganowie w zaborze rosyjskim, jako syn dworskiego agronoma. W wieku 12 lat rozpoczął praktykę cukierniczą w Kielcach. Po dwóch latach wyjechał do Warszawy by dalej uczyć się fachu w piekarni Józefa Semadeniego. Tu, w roku 1893 został czeladnikiem. Następnie przeniósł się do Krakowa gdzie pracował w fabryce herbatników. Po kilku latach, w 1898 roku, zdecydował się rozpocząć własną działalność.  Na początku była to mała firma cukiernicza, która dzięki doskonałym wyrobom zaczęła być coraz bardziej popularna i cieszyła się coraz większą renomą. Szybki rozwój firmy sprawił, że w roku 1910 Adam Piasecki uruchomił przy ul. Długiej Krakowską Fabrykę Cukrów i Czekolady. W ślad za tym poszło otwarcie pierwszego sklepu firmowego w Rynku Głównym w Krakowie. 



Przed wybuchem I wojny światowej Piasecki zatrudniał 120 osób. W czasie wojny wspomagał żołnierzy: wysłał im na front wschodni 2500 tabliczek czekolady, a od 1915 roku produkował czekoladę o nazwie „Wojenna”. W okresie międzywojennym fabryka świetnie prosperowała. Powstały takie szlagiery jak, produkowane do dziś, malagi, tiki taki, kasztanki i raczki. Sukces firmy, to oprócz doskonałej jakości produktów, pomysły handlowe właściciela, który stawiał na lokalny patriotyzm – opakowania czekolad ozdabiały krakowianki, widoki Krakowa i postacie historyczne a ich nazwy nawiązywały do aktualnych wydarzeń i nastrojów politycznych.

 
Fabryka Czekolady i Cukrów A. Piaseckiego - wyroby marcepanowe (koszyczki z owocami z marcepanu szalenie popularne w okresie międzywojennym), fotografia z książki Iwony Kienzler "Dwudziestolecie międzywojenne", Tom 35 "Ludzie interesu"

Gotowe wyroby cukiernicze - to chyba lizaki, fotografia z książki Iwony Kienzler "Dwudziestolecie międzywojenne", Tom 35 "Ludzie interesu"

Wspaniałym, niezrealizowanym pomysłem było również ogłoszenie (wraz z Janem Wedlem) ogólnopolskiego konkursu na Królową Czekolady. Wyłoniona miała zostać królowa, księżniczka i damy dworu. Niestety, rozstrzygnięcie zaplanowano na 15 grudnia 1939 roku…

Adam Piasecki (z lewej) i Jan Wedel na międzynarodowym zjeździe fabrykantów czekolady, okres międzywojenny, fotografia pochodzi z książki Iwony Kienzler "Dwudziestolecie międzywojenne", Tom 35 "Ludzie interesu",

Adam Antoni Piasecki był nie tylko genialnym cukiernikiem, ale także wielkim społecznikiem. Oprócz pomocy dla wojska ogromną kwotę przeznaczył na restaurację zamku na Wawelu niemal doszczętnie zniszczonego po okupacji Austriackiej. Obdarzał też wielkim zaufaniem i opieką socjalną swoich podwładnych. 


I tu jeszcze historia miłosna… Otóż ten zacny i dojrzały już przedsiębiorca był twórcą receptury znanego batona czekoladowego „Danusia”, który opracował w 1913 roku, gdy zakochał się w swojej, dużo młodszej pracownicy o tym imieniu. Posunął się nawet do tego, że umieścił podobiznę ukochanej na opakowaniu smakołyku i ta urocza buzia zdobi do dziś tę wciąż popularną czekoladkę. Co działo się z tą miłością? Nie wiadomo. Piasecki był już wówczas żonaty... Wszelkie źródła milczą na ten temat. Przez ostatnie 100 lat opakowanie batonika zmieniało się, to jednak nie traciło swoich charakterystycznych cech: kolorystyka biało-niebieska, biały napis i buzia Danusi. Dziś ten przysmak produkowany jest w zakładzie podkrakowskich Dobczycach.



Ja najbardziej lubię tę z ajerkoniakiem...



W 1954 roku fabryka została upaństwowiona i zmieniła nazwę na „Wawel". Nadal produkuje czekolady, batony i cukierki a od 2008 roku prowadzi fundację „Wawel z rodziną”. Teraz wspomaga akcję „Z miłości do radości” – kupując produkty „Wawel” można wspomóc potrzebujących. Szlachetna wizja Adama Piaseckiego jest kontynuowana.


No i nie ukrywajmy – czekolada jest ważną częścią życia większości z nas. Tak wiec sięgając w sklepie po tabliczkę czekolady, zastanówmy się chwilę i kupmy tę z firmy „Wawel”.



Na koniec coś do poczytania – fragment wspomnień Anny Chmiel z Cieślewiczów z książki „Suknia z zielonej portiery”:

Nie ma gdzie się dobrze ustawić z końmi, a trzeba stanąć jak najbliżej ogromnego sklepu kolonialnego Hawełki i królestwa czekolady – Piaseckiego. Zapach tego wspaniałego rarytasu towarzyszy każdorazowemu otwieraniu się drzwi. Bucha w nozdrza rozradowanych dzieci. Ojciec kazał kupować tylko w polskich sklepach. Tu nie oszukują i zawsze się jest bardzo elegancko obsłużonym. Piasecki to dobra stara firma. Wyczarowuje, zwłaszcza na Wielkanoc, przepiękne cacka. A to zajączki, kwoczka z kurczętami. Mnóstwo jajeczek z czekolady. Te duże i całkiem maleńkie. A i o barankach nie zapomniał. Stoją dumnie na lustrzanych półkach przyozdobione chorągiewkami – widomym znakiem Zmartwychwstania Pańskiego. Co za cuda. A zapach. Szkoda gadać, ślinka leci, a rozbiegane oczy pożarłyby wszystko, co ustawiono również na wystawach, do najmniejszego okruszka. Do ostatniej nutki słodkiego, kakaowego zapachu.

Cukiernia Piaseckiego przy Rynku Głównym w Krakowie, fotografia z książki książki Iwony Kienzler "Dwudziestolecie międzywojenne", Tom 35 "Ludzie interesu"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz